Świat Klaudy

Wpisy

  • wtorek, 05 września 2017
    • Powrót do rutyny

      No to zaczął się kolejny rok szkolny i wracamy na 10 miesięcy do rutynowych planów dnia. Choć - zgodnie z obietnicą daną sobie - będę starała się odbiegać od tej rutyny tak daleko jak daleko się da. Oczywiście po wywiązaniu się z obowiązków... Obawiam się, że w praktyce ta "wielka ucieczka" będzie dotyczyła weekendów, ale dobre i to. Mam dość marnowania czasu na nudne zajęcia i rozdrabniania go na tysiąc części, z których każda jest przeznaczona na wykonywanie zbędnych, nikomu nie potrzebnych rzeczy. Najtrudniejszy z moich priorytetów na ten rok (szkolny) to szlifowanie angielskiego, w dodatku w sposób przyjemny :) Bo na zakuwanie nie mam siły. Albo zapału. Albo ochoty. Tak czy inaczej, jak się znam, tak wiem, że byłby to totalny niewypał. Więc do stałego planu dnia wpisałam codzienne oglądanie BBC, czytanie książek w wydaniu angielskim i oglądanie filmów w tym języku (oczywiście, jeśli w danym dniu skuszę się, żeby coś obejrzeć). Zobaczymy czy to coś da. Póki co nie jest dobrze. A właściwie jest fatalnie. No to skoro już się przyznałam i ustaliłam problem, to liczę na to, że uda się go rozwiązać ;) Grunt to mieć cel, motywację i trochę uporu.

      W tym roku również liczę na złotą polską jesień. I mam nadzieję, że nie będzie taka jak w zeszłym roku...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      klaudy412
      Czas publikacji:
      wtorek, 05 września 2017 11:30
  • czwartek, 20 lipca 2017
    • W przerwie

      Nastawiłam obiad, odpaliłam neta i pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że się nie spali... Obiad oczywiście, a nie net :) Profilaktycznie, wpis będzie krótki, bo tak to już bywa, że jak się stoi nad garami, to wszystko pichci się długo, ale wystarczy tylko na chwilę sobie gdzieś pójść, a po powrocie okazuje się, że się coś przypaliło czy wykipiało... Też tak macie? Bo u mnie to standard.

      Kupiłam bilety na The World Games na kilka weekendowych konkurencji. Niestety, niestety, niestety, nie było już na sporty lotniarskie. A liczyłam na całodzienny piknik w sobotę, względnie w niedzielę. Wielka szkoda, ale w sumie sama jestem sobie winna, bo zwlekałam z decyzją tyle czasu, że aż cud, że jeszcze jakieś bilety dostałam. Pewnie to skutek kiepskiej promocji. Tym bardziej, że bilety są tanie jak przysłowiowy barszcz. A tak w ogóle to system do sprawdzania jakie zawody są i kiedy jest strasznie nieprzyjazny. Ten do kupna biletów też jakiś taki dziwny. Przez przypadek zaznaczyłam czekbox z opcją biletów domowych (dodatkowo płatnych), a później nie dało się go odznaczyć... A sama opcja jest w sumie bez sensu, bo polega na tym, że na maila przysyłają bilety, które należy wydrukować, co można zrobić też bezpośrednio z systemu. No ale ok, moja skucha.

      Wczoraj robiłam wielką operację pielęgnacji świnek, przez co dziś jestem podrapana i pogryziona, bo paskudy nie lubią być ruszane. Może poza głaskaniem. Pielęgnacja polegała na przycięciu pazurków, kąpieli i skróceniu nieco włosów, bo zarosły straszliwie, a jest bardzo ciepło. Niestety świnki (morskie) nie doceniły ani profesjonalnego szamponu, który im zaaplikowałam, ani tego, że użyłam nożyczki fryzjerskie, którymi zwykle strzygę rodzinę, bo nie chciałam ich pociągnąć zwykłymi. I tak się szarpały i podgryzały.

      No cóż, trzeba powoli kończyć, bo mimo że co akapit biegam sprawdzić czy z obiadem wszystko ok, to jednak obawiam się zagapienia. Życzę zatem wszystkim smacznego. A że na zapowiadany armagedon pogodowy się jednak nie zanosi (odpukać w niemalowane :) ) to po krótkim poobiednim odpoczynku, zachęcam do spędzenia trochę czasu w plenerze. Ostatecznie mamy naprawdę piękne lato.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      klaudy412
      Czas publikacji:
      czwartek, 20 lipca 2017 16:06
  • czwartek, 22 czerwca 2017
    • Słodycze i odchudzanie

      Ostatecznie pogodziłam się z myślą, że jestem łasuchem, niepoprawnym miłośnikiem słodyczy i nawet jeśli na trochę potrafię z nich zrezygnować, to jest to ograniczone czasowo. A w dodatku to ograniczenie jest dość krótkie. Natomiast przed samym wybiciem godziny, kiedy to stwierdzam, że jednak muszę zjeść coś słodkiego, osoby z mojego najbliższego otoczenia cierpią katusze przez moje humory. A zatem obiecałam sobie, że więcej męczyć się (i ich) nie będę i tyle w temacie.

      No, może prawie tyle. Z uwagi na to, że od czasu do czasu po prostu muszę zjeść czekoladę, przerzuciłam się na gorzką. Nie da się jej zjeść dużo (przynajmniej ja nie potrafię), a zaspokaja moją przemożną ochotę na czekoladę. Poza tym zrezygnowałam z innych słodyczy "sklepowych". Nie jem żadnych cukierków, batonów, ciastek, żelków, itd. Rekompensuję to sobie domowymi ciastami. I tu drugi trik ;) a mianowicie mniejsza blaszka. Tak, żebym mogła zjeść kawałek do kawy jednego i drugiego dnia, a pozostałą część, żeby pochłonęła rodzina. Doszłam do wniosku, że moje poprzednie blaszki były zbyt duże przez co musiałam później wyjadać za dużo, "bo przecież szkoda wyrzucić".

      I te trzy rzeczy - czyli przerzucenie się na gorzką czekoladę, rezygnacja z innych słodyczy ze sklepu i pieczenie ciast domowych na mniejszej blaszce sprawiły, że moja waga idzie w dół :) Serio. I z humorem wszystko ok, bo jednak słodycze jem...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      klaudy412
      Czas publikacji:
      czwartek, 22 czerwca 2017 17:02
  • poniedziałek, 08 maja 2017
    • Wiosenna pogoda

      Pogoda daje czadu. Skończyły się kwietniowe śnieżyce, a zaczęły intensywne wiosenne opady. Biorąc pod uwagę, że po tym pierwszym ziemia jest jeszcze namoknięta, więc musiało się skończyć podtopieniami. I znowu pojawia się to samo, czyli za mało uwagi przykładanej rowom melioracyjnym, za duże osuszanie terenów podmokłych i budowanie na terenach zalewowych pojedynczych budynków i dużych osiedli. Głupota ludzka nie zna granic, więc od czasu do czasu palcem na nią musi wskazać przyroda. I wskazuje. U mnie skutki ostatnich opadów są takie:
      - podlane rośliny pięknie rosną (choć szkoda, że nie można się nimi cieszyć siedząc w ogrodzie),
      - ptaki są szczęśliwe, bo rosówkom zalało korytarze i wygrzebały się na powierzchnię, przez co skrzydlaci mają wyżerkę,
      - mam plagę mrówek w domu - najwyraźniej im też zalało siedziby i przeniosły się do mojej...
      - frustrują mnie pochlapane deszczem okna,
      - zamiast spędzać czas na dworze, siedzę przed telewizorem, bo jestem tak wkurzona, że nawet nie chce mi się książek czytać; skutek - obejrzałam ostatnio sporo filmów, które myślałam, że zobaczę dopiero jesienią;
      - ech, słońca mi brakuje.

      A poza tym muszę zapisać dzieciaka na kolonię. Najlepiej jakąś z ciekawym programem, żeby nie było nudno, bo będzie wydzwaniać. I oczywiście u nas, w kraju. Niestety w klasie są modne obozy za granicą, ale trochę się obawiam tego puszczania samopas. Ostatecznie różne opinie słyszałam o zachowaniu dzieciaków w ich trakcie. A poza tym to jeszcze nie jest odpowiedni wiek na dalekie samotne wojaże.

      W pobliżu mamy plac zabaw, a koło niego fajny zalesiony teren, z ławeczkami na których mogą sobie usiąść mamy, żeby odpocząć i poplotkować. Ten zalesiony teren ostatnio niestety przestał istnieć. Dlaczego? Nie mam pojęcia. To jedyne takie przyjemne miejsce w okolicy. Pewnie niedługo okaże się, że placyk zabaw też zostanie zlikwidowany i postawią nam kolejny market...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      klaudy412
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 08 maja 2017 16:21
  • czwartek, 20 kwietnia 2017
    • Kwiecień plecień

      No to się pokręciło. Piękna pogoda, o której pisałam w poprzednim poście gdzieś odpłynęła, a my mamy powrót zimy. Wprost nie mogę uwierzyć oglądając zdjęcia nie tylko z Tatr, ale ze Śląska czy Łodzi. Tyle śniegu nie było zimą, a za niewiele ponad tydzień przecież będzie maj... U nas co prawda śniegu nie ma, ale jest zimno. I do tego ten nieprzyjemny wiatr świadczący o tym, że gdzieś nie tak daleko jest mroźno.

      Jak jesienią i zimą w ogóle nie chorowałam, tak teraz - od dwóch dni - czuję gardło i dopadł mnie nieprzyjemny, suchy, męczący kaszel. No cóż, kwiecień potrafi być nieprzewidywalny. Pamiętam takie z temperaturą ok. 30 stopni, kiedy - mniej więcej - o tej porze roku opalałyśmy się z koleżankami w bikini na ogrodzie i rozpaczałyśmy, że drzewa i krzewy nie mają liści, więc nas widać z daleka ;) Kwiecień plecień... No więc, drogi Kwietniu, czekam na lato :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      klaudy412
      Czas publikacji:
      czwartek, 20 kwietnia 2017 15:01
  • piątek, 31 marca 2017
    • Po pierwszym treningu na rowerku

      Wybrałam się wczoraj na pierwszy (w życiu) trening na rowerkach. Nie jestem przyzwyczajona do takiego wysiłku. To był straszny wręcz trening cardio. Pod koniec aż mi się słabo zrobiło, choć postanowiłam sobie nie rezygnować. Dobrze, że za namową koleżanki nie dałam się skusić na kupno karnetu, bo nie wiem czy będę tam chodzić. I owszem, na pewno można przy tym schudnąć i na pewno można sobie wyrobić kondycję, ale naprawdę dużym wysiłkiem. Muszę się zastanowić. Co dziwne, nie mam dziś żadnych zakwasów, ale jestem tak osłabiona, że cieszę się, że mam pracę siedzącą. Nie mam nawet siły iść na korytarz do drukarki. Jakaś tragedia. Nie spodziewałabym się akurat takiego rezultatu. Raczej nastawiałam się na to, że nie będę mogła z łóżka wstać przez zakwasy. Koleżanka, z którą byłam, dla odmiany była zachwycona, choć dzisiaj też ledwo na nogach stoi. Kiedyś chodziła do innego klubu fitness, w którym ponoć były dużo gorsze rowerki. Zdaje się, że projektowanie i budowa maszyn, zwłaszcza takich do utrzymywania kondycji czy rehabilitacji to bardzo przyszłościowy biznes. Powstaje coraz więcej takich "przybytków dbania o siebie przez katowanie", coraz więcej osób na to chodzi i coraz lepiej potrafią ocenić nie tylko trenera, ale też wyposażenie.

      Dziś mamy piękny piątek, weekendu początek i tak sobie myślę, że skoro już trochę spaliłam na tych rowerkach, to bez wyrzutów sumienia mogłabym zrobić grilla i wciągnąć wieczorem jakiegoś szaszłyka, kiełbachę albo pstrąga :) W przeciwnym razie też mogłabym, ale z małymi wyrzutami sumienia, bo umówmy się: człowiek jest uzależniony od jedzenia i akurat z tym nałogiem zerwać się nie da. Na szczęście, bo to bardzo przyjemny nałóg. 

      A jutro pierwsza prawdziwie wiosenna sobota. Postanowiłam, że nie będę siedzieć w domu. Trzeba się tylko zastanowić, czy lepiej rozłożyć się na kocyku na plaży nad jeziorem czy pospacerować po górach...

      Miłego weekendu :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      klaudy412
      Czas publikacji:
      piątek, 31 marca 2017 12:36
  • środa, 15 marca 2017
    • Podsumowanie

      Znowu dawno nic nie pisałam i znowu muszę zebrać informacje z ponad miesiąca. A zatem zacznijmy od złych: już nie chodzimy uczyć się tańczyć, bo Ukochanemu się odechciało :( Mam zamiar zapisać się na taniec nowoczesny, przy którym partner nie jest potrzebny, bo odkryłam, że uwielbiam tańczyć. A jak on nie chce, to nie. Foch ;)

      Zima minęła. Choć może nie powinnam tego jeszcze tak ogłaszać, bo do tej kalendarzowej jeszcze prawie tydzień, a z tą "pogodową" to różnie bywa: w marcu jak w garncu, a kwiecień przeplata, itd.

      Wczoraj wybrałam się na zakupy do drogich butików. Miałam ochotę na jakąś fajną bluzkę i sukienkę. I powiem tak: jedno wielkie rozczarowanie. Po co mam płacić kilka razy więcej niż za rzeczy sieciówkowe skoro nie widać różnicy? Może jeszcze wśród sukienek jest rzeczywiście ciekawszy wybór, ale bluzki... Porażka. Wolę kupić coś standardowego, a nadwyżkę kasy przeznaczyć na buty. Tam przynajmniej widać wzrost jakości. Zwykle.

      Dziś od pani sprzedającej "działkowe" rzeczy na rogu (na szczęście jeszcze jej Straż Miejska nie przepędziła) kupiłam piękny bukiecik kwitnących forsycji i bazi. Od razu człowiekowi raźniej i weselej jak patrzy na takie wiosenne cudeńko. :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      klaudy412
      Czas publikacji:
      środa, 15 marca 2017 15:35
  • środa, 01 lutego 2017
    • Pierwszy wpis w tym roku

      Pierwszy wpis w tym roku... Może powinien się czymś wyróżniać, ale nic nie wymyśliłam, więc będzie standardową relacją.

      Ostatnio dowiedziałam się, że mój Ukochany też prowadzi bloga. Dowiedziałam się przez przypadek, bo chlapnął mimo woli. Później próbował to zamienić w żart, że niby tak tylko mu się powiedziało, a żadnym literatem także blogowym nigdy nie był ani nie będzie, ale nie uwierzyłam. No więc WIEM, że prowadzi bloga, choć nie wiem pod jakim adresem. Mam nadzieję, że to tylko skromność lub niechęć do powiedzenia mi, bo się na nim "oczyszcza" z emocji i różnie mnie ocenia i że nie jest to blog z rodzaju tych prowadzonych przez znudzonych panów, służący do podrywania znudzonych pań... W zasadzie nie mam podstaw do narzekań, ani snucia podejrzeń, więc pozostawię go z tym jego blogiem sam na sam.

      Wczoraj spadł u nas śnieg, dziś się topi. Oglądam zdjęcia krajobrazów znad Morza Bałtyckiego i znad Czarnego i oczom własnym nie wierzę. My mamy pogodę śródziemnomorską, oni polarnomorską, z przewagą polarnej. Ciekawe jakie będzie lato po tak anormalnej zimie...

      Po Sylwestrze, przed którym pisałam w poprzednim poście (nie wiem jak to możliwe, żeby czas tak gnał) pojawiło mi się pewne "ale", które następnie przerodziło się w plan. To "ale" pojawiło się gdy na parkiecie tańczyła moja koleżanka, która na imprezie pół roku temu "podpierała ściany", bo twierdziła, że nie umie tańczyć. Na Sylwku oczom własnym nie mogłam uwierzyć jak świetnie tańczy z mężem. Okazało się, że ten cud sprawiła szkoła tańca, do której się zapisali właśnie po tej pamiętnej imprezie... Powiedziałam, że nie ma bata, mój Ukochany też musi się przemóc i od dwóch tygodni chodzimy :) Przyznam szczerze, że póki co marnie nam idzie, ale jestem dobrej myśli na przyszłość. Ostatecznie powszechnie wiadomo, że początki bywają trudne. Najważniejsze, że zaczęliśmy :)

      "Idzie luty, szykuj buty" - mam nadzieję, że w tym roku będzie chodziło o wiosenne...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      klaudy412
      Czas publikacji:
      środa, 01 lutego 2017 15:21
  • piątek, 30 grudnia 2016
    • Przed Sylwestrem

      No cóż, moi Drodzy. Pora zacząć wielkie przygotowania do zabawy sylwestrowej, pożegnania Starego Roku i powitania Nowego. A czym bardziej ten stary dał w kość, tym przyjemniej będzie przywitać Nowy. I co prawda to tylko zmiana jednej cyferki w numerze roku, ale zawsze wiąże się ze "świadomością" zamknięcia czegoś i "nowego otwarcia". Dziwne, bo ani pora roku się nie zmieni, ani - zapewne - pogoda, a jednak zmieni nam się coś "w głowach", nawet w tych, które nie wierzą w postanowienia noworoczne. Jedna noc... Cokolwiek by się nie działo w tym Nowym Roku, mam ochotę wejść w niego z pompą. Toteż dziś wieczorem jestem umówiona z fryzjerką i manikiurzystką; na jutro mam przygotowaną długą, czarną, błyszczącą kieckę i hiper wysokie buty, których nie zdejmę w połowie imprezy, choćby nie wiem co ;) Mam też szczery zamiar tańczyć i bawić się do końca :)

      Bez względu na to czy odchodzący rok był dla Was dobry, czy zły, życzę Wam, żeby Nowy był lepszy, spokojniejszy (albo bardziej szalony - jeśli tak wolicie), a w każdym bądź razie szczęśliwszy niż 2016. I miłej zabawy Sylwestrowej :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      klaudy412
      Czas publikacji:
      piątek, 30 grudnia 2016 14:52
  • środa, 07 grudnia 2016
    • A miało być tak pięknie...

      A miało być tak pięknie... W pracy ostatnio kończymy rozgrzebane rzeczy, żeby nic nie zostało na święta. Kończymy raczej na spokojnie. Do tego spokoju doszedł jeszcze tygodniowy wyjazd szefa... No więc siedzimy dziś spokojnie z dziewczynami, słuchamy radia, gadamy o świątecznych potrawach, wymieniamy się przepisami na ciasta, co gorsze - M. i ja malujemy paznokcie, otwierają się drzwi, oczywiście nikt nie zwraca uwagi na to, co to za przybysz do nas dotarł, a tu okazało się, że szef... Jedno szczęście, że dało się zwalić nasze rozprężenie na przerwę śniadaniową, którą spędzamy przy biurkach zamiast w socjalnym, bo ostatnio było sporo telefonów... Grunt to refleks, mina szachisty i mocne serce ;)

      Miłego dnia.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      klaudy412
      Czas publikacji:
      środa, 07 grudnia 2016 13:08

Kategorie

Tagi

Kanał informacyjny