Świat Klaudy

Wpisy

  • piątek, 16 listopada 2018
    • Poczucie

      Zalogowałam się, żeby zrobić wpis i spokojnie zjeść drugie śniadanko, ale nic z tego. Pilna sprawa. Napiszę więc tylko, że ostatnio prześladuje mnie takie poczucie, a może przeczucie, że coś się kończy i... wypadało by napisać: coś zaczyna. Ale właśnie nic się nie zaczyna i nie mam żadnego przeczucia, że zacznie. Jesień czy co?... Oby tylko o to mojej intuicji chodziło...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      klaudy412
      Czas publikacji:
      piątek, 16 listopada 2018 12:41
  • środa, 04 lipca 2018
    • Na urlopie

      No więc jestem w końcu na urlopie, a dzisiaj odpoczywając przez chwilę i popijając soczek na słońcu uzmysłowiłam sobie, że zwyczaje z pracy przeniosłam na czas wolny. Znaczy zaplanowałam sobie każdy dzień. Nie pozostawiłam nic na cudowne nicnierobienie. Wczoraj i dziś maluję. Jutro będę sprzątać. Pojutrze - dokupywać niezbędne rzeczy i pakować się. W sobotę wyjeżdżam. Ponieważ mam niedobór zwiedzania i aktywności, na wyjeździe także zaplanowałam mnóstwo zwiedzania - na każdy dzień coś. Harmonogram jak w pracy... Niby ciekawie, ale jakoś tak nie teges. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Może wyrzucę plan do śmieci i postawię na spontan...

      Po przerażeniu związanym z pogodą w weekend, uspokoiłam się i cieszę się ciepełkiem. Ba, nawet zdążyłam się opalić w przerwach między malowaniem... Nie będę już straszyć w stroju kąpielowym młynarską bielą. Życie jest piękne; zwłaszcza na urlopie...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      klaudy412
      Czas publikacji:
      środa, 04 lipca 2018 17:22
  • czwartek, 12 kwietnia 2018
    • Wkrótce majówka

      Już wkrótce majówka i mój pierwszy dłuższy tegoroczny urlop. Udało mi się znaleźć i zarezerwować w miarę tani pensjonat w Pieninach. Mimo kilkukrotnych prób dotarcia w tamten rejon Polski, jeszcze mnie tam nie było. Tym razem to niedopatrzenie zostanie naprawione. I liczę na to, że pogoda, która obecnie "nadciągnęła" nad Polskę utrzyma się do długiego weekendu. Nie wyobrażam sobie zimna czy deszczu i oglądania gór tylko przez okno. To by była prawdziwa złośliwość losu, a choć on czasem potrafi być mega złośliwy, to jednak liczę na to, że nie tym razem.

      Odnoszę wrażenie, że piękna pogoda ma też swoje minusy. Ludzie są jacyś tacy bardziej rozkojarzeni, zakręceni, mają problemy z oceną sytuacji. Co chwilę słyszę o jakichś wypadkach. Wczoraj babka przejechała koło mnie samochodem na czerwonym. Nie, żeby się spieszyła, tylko rozglądała się, jechała sobie nie za szybko i pojechała dalej. Kolejna przejechała na rowerze przez przejście dla pieszych tuż przed ciężarówką. Nawet się nie rozejrzała. Na szczęście zdążyła, ale aż mnie zmroziło na ten widok. Kiedy pada deszcz, albo sypie śnieg, każdy jedzie i idzie skupiony, bo "nigdy nic nie wiadomo". A teraz nie. Więc uważajcie.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      klaudy412
      Czas publikacji:
      czwartek, 12 kwietnia 2018 15:06
  • środa, 21 lutego 2018
  • poniedziałek, 08 stycznia 2018
  • czwartek, 16 listopada 2017
    • Korzystam

      W tym roku zaszalałam na wyprzedażach. Tak naprawdę, jeszcze mi się aż tak nie zdarzyło. Otóż, kupiłam nowy samochód. Taki całkiem nowy, pachnący (a raczej śmierdzący) nowością. Ponieważ w dalekie podróże się nim nie zapuszczam wzięłam wersję podstawową, niby ubogą w dodatki ale i tak ma wiele więcej niż moje dotychczasowe autko. Jest pięknie, super się jeździ. Żebym nie została posądzona o jakąś kryptoreklamę nie powiem co to za model. Powiem za to, że moje cudo jest białe :) I że jest to idealny kolor, na którym najmniej widać brud. A tego niestety nie da się uniknąć przy tej pogodzie i placu budowy w pobliżu pracy.

      Również na wyprzedażach kupiłam laptopa :) Tym razem nie białego, tylko złotego. Mój dotychczasowy komputer już nieźle mulił, choć słyszałam opinie, że to dlatego, że go przepchałam... Tak czy inaczej jestem z tego powodu bardzo szczęśliwa. Aż trudno uwierzyć jak potrafią cieszyć takie pierdoły :)

      Żeby nie było tak kolorowo mam też problemy. Czegoś mi brakuje i nie mam tu na myśli kolejnego gadżetu. Brakuje mi czegoś w organizmie. Mam strasznie przesuszoną skórę i nie mogę jej niczym natłuścić. Kremy, balsamy, oliwki, maści działają tylko przez chwilę, a później jest to samo. Zwłaszcza na dłoniach. Strasznie zaczęły mi też wypadać włosy. Nie wiem czy przyczyna jest ta sama, czy inna i tylko przez przypadek się skumulowało... Co prawda mam teraz dłuższe włosy, więc jak już jakiś wypadnie, to wydaje się, że jest tego więcej, ale i tak wypada ich sporo. Mam taką cieniutką kitkę :( Chciałam zrobić sobie grzywkę i pazurki, ale z tej nędzy nie bardzo się da... Jeszcze trochę i będę musiała kupić jakiś lek na łysienie. Już sama nie wiem co z nimi zrobić. Może jednak potraktuję je jak angielski trawnik i zetnę w nadziei, że to je wzmocni i zagęści... Wiem, moja fryzjerka uważa to za bzdurę...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      klaudy412
      Czas publikacji:
      czwartek, 16 listopada 2017 12:28
  • środa, 25 października 2017
    • Wyprzedaże

      Muszę zmienić auto, bo za chwilę zacznę w nie pakować więcej kasy niż dałabym za nowe... Przynajmniej za raty. Myślałam o czymś używanym, ale kumpele namawiają mnie na nowe. Ponoć to dobry czas, bo u dealerów samochodów zaczęły się wyprzedaże... Hmm... Może rzeczywiście skuszę się na jakąś nówkę nieśmiganą :) Przynajmniej naprawy wszelkiego rodzaju mi odpadną... I strach o to, że się kupiło jakieś powypadkowe, albo w inny sposób "przekręcane"...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      klaudy412
      Czas publikacji:
      środa, 25 października 2017 15:51
  • wtorek, 05 września 2017
    • Powrót do rutyny

      No to zaczął się kolejny rok szkolny i wracamy na 10 miesięcy do rutynowych planów dnia. Choć - zgodnie z obietnicą daną sobie - będę starała się odbiegać od tej rutyny tak daleko jak daleko się da. Oczywiście po wywiązaniu się z obowiązków... Obawiam się, że w praktyce ta "wielka ucieczka" będzie dotyczyła weekendów, ale dobre i to. Mam dość marnowania czasu na nudne zajęcia i rozdrabniania go na tysiąc części, z których każda jest przeznaczona na wykonywanie zbędnych, nikomu nie potrzebnych rzeczy. Najtrudniejszy z moich priorytetów na ten rok (szkolny) to szlifowanie angielskiego, w dodatku w sposób przyjemny :) Bo na zakuwanie nie mam siły. Albo zapału. Albo ochoty. Tak czy inaczej, jak się znam, tak wiem, że byłby to totalny niewypał. Więc do stałego planu dnia wpisałam codzienne oglądanie BBC, czytanie książek w wydaniu angielskim i oglądanie filmów w tym języku (oczywiście, jeśli w danym dniu skuszę się, żeby coś obejrzeć). Zobaczymy czy to coś da. Póki co nie jest dobrze. A właściwie jest fatalnie. No to skoro już się przyznałam i ustaliłam problem, to liczę na to, że uda się go rozwiązać ;) Grunt to mieć cel, motywację i trochę uporu.

      W tym roku również liczę na złotą polską jesień. I mam nadzieję, że nie będzie taka jak w zeszłym roku...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      klaudy412
      Czas publikacji:
      wtorek, 05 września 2017 11:30
  • czwartek, 20 lipca 2017
    • W przerwie

      Nastawiłam obiad, odpaliłam neta i pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że się nie spali... Obiad oczywiście, a nie net :) Profilaktycznie, wpis będzie krótki, bo tak to już bywa, że jak się stoi nad garami, to wszystko pichci się długo, ale wystarczy tylko na chwilę sobie gdzieś pójść, a po powrocie okazuje się, że się coś przypaliło czy wykipiało... Też tak macie? Bo u mnie to standard.

      Kupiłam bilety na The World Games na kilka weekendowych konkurencji. Niestety, niestety, niestety, nie było już na sporty lotniarskie. A liczyłam na całodzienny piknik w sobotę, względnie w niedzielę. Wielka szkoda, ale w sumie sama jestem sobie winna, bo zwlekałam z decyzją tyle czasu, że aż cud, że jeszcze jakieś bilety dostałam. Pewnie to skutek kiepskiej promocji. Tym bardziej, że bilety są tanie jak przysłowiowy barszcz. A tak w ogóle to system do sprawdzania jakie zawody są i kiedy jest strasznie nieprzyjazny. Ten do kupna biletów też jakiś taki dziwny. Przez przypadek zaznaczyłam czekbox z opcją biletów domowych (dodatkowo płatnych), a później nie dało się go odznaczyć... A sama opcja jest w sumie bez sensu, bo polega na tym, że na maila przysyłają bilety, które należy wydrukować, co można zrobić też bezpośrednio z systemu. No ale ok, moja skucha.

      Wczoraj robiłam wielką operację pielęgnacji świnek, przez co dziś jestem podrapana i pogryziona, bo paskudy nie lubią być ruszane. Może poza głaskaniem. Pielęgnacja polegała na przycięciu pazurków, kąpieli i skróceniu nieco włosów, bo zarosły straszliwie, a jest bardzo ciepło. Niestety świnki (morskie) nie doceniły ani profesjonalnego szamponu, który im zaaplikowałam, ani tego, że użyłam nożyczek fryzjerskich, którymi zwykle strzygę rodzinę, bo nie chciałam ich pociągnąć zwykłymi. I tak się szarpały i podgryzały.

      No cóż, trzeba powoli kończyć, bo mimo że co akapit biegam sprawdzić czy z obiadem wszystko ok, to jednak obawiam się zagapienia. Życzę zatem wszystkim smacznego. A że na zapowiadany armagedon pogodowy się jednak nie zanosi (odpukać w niemalowane :) ) to po krótkim poobiednim odpoczynku, zachęcam do spędzenia trochę czasu w plenerze. Ostatecznie mamy naprawdę piękne lato.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      klaudy412
      Czas publikacji:
      czwartek, 20 lipca 2017 16:06
  • czwartek, 22 czerwca 2017
    • Słodycze i odchudzanie

      Ostatecznie pogodziłam się z myślą, że jestem łasuchem, niepoprawnym miłośnikiem słodyczy i nawet jeśli na trochę potrafię z nich zrezygnować, to jest to ograniczone czasowo. A w dodatku to ograniczenie jest dość krótkie. Natomiast przed samym wybiciem godziny, kiedy to stwierdzam, że jednak muszę zjeść coś słodkiego, osoby z mojego najbliższego otoczenia cierpią katusze przez moje humory. A zatem obiecałam sobie, że więcej męczyć się (i ich) nie będę i tyle w temacie.

      No, może prawie tyle. Z uwagi na to, że od czasu do czasu po prostu muszę zjeść czekoladę, przerzuciłam się na gorzką. Nie da się jej zjeść dużo (przynajmniej ja nie potrafię), a zaspokaja moją przemożną ochotę na czekoladę. Poza tym zrezygnowałam z innych słodyczy "sklepowych". Nie jem żadnych cukierków, batonów, ciastek, żelków, itd. Rekompensuję to sobie domowymi ciastami. I tu drugi trik ;) a mianowicie mniejsza blaszka. Tak, żebym mogła zjeść kawałek do kawy jednego i drugiego dnia, a pozostałą część, żeby pochłonęła rodzina. Doszłam do wniosku, że moje poprzednie blaszki były zbyt duże przez co musiałam później wyjadać za dużo, "bo przecież szkoda wyrzucić".

      I te trzy rzeczy - czyli przerzucenie się na gorzką czekoladę, rezygnacja z innych słodyczy ze sklepu i pieczenie ciast domowych na mniejszej blaszce sprawiły, że moja waga idzie w dół :) Serio. I z humorem wszystko ok, bo jednak słodycze jem...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      klaudy412
      Czas publikacji:
      czwartek, 22 czerwca 2017 17:02

Kategorie

Tagi

Kanał informacyjny