Świat Klaudy

Wpisy

  • piątek, 02 września 2016
  • wtorek, 16 sierpnia 2016
    • Nad jeziorem

      Wczoraj wybraliśmy się nad jezioro. Miałam nadzieję, że będzie cieplej, a tymczasem pogoda bardziej sprzyjała wycieczce w góry niż nad wodę. I owszem, wskoczyłam w bikini i miło się wylegiwało na niemal pustej plaży. Gorzej było, gdy zaszło słońce. Przyznam szczerze, że wieczorem odczułam, że zmarzłam. Do wody też nie weszłam, żeby popływać, bo raz, że była wyjątkowo brudna: pływało w niej mnóstwo glonów, a przejrzystość sięgała jakichś 20-30 cm od brzegu, czyli w sumie można było wyłącznie własne stopy zobaczyć, a dwa że zimna jakaś. Jak na drugą połowę sierpnia nawet strasznie zimna. Ale i tak wycieczkę uznaję za udaną, bo uwielbiam leżeć na plaży grzebiąc paluchami w piasku i czytając książkę.

      Muszę się jeszcze pochwalić hortensjami, które w końcu zaczęły mi normalnie rosnąć. Jestem z nich dumna:

      hortensja

      Śmiać mi się chciało z córki koleżanki, z którą pojechaliśmy nad jezioro. Dziewczyna skończyła w tym roku liceum i stanęła przed wyborem: co dalej. Nie wiem czy sama jest tak zakręcona, czy różne rady innych osób ją tak skołowały, grunt, że ogłosiła, że postanowiła zostać... programistą; znaczy programistką. Biorąc pod uwagę to, że ona kompletnie nie ogarnia obsługi komputera - dzwoni do znajomych jak tylko coś jej przestanie działać; proponowałam jej też kiedyś stworzenie własnego bloga o jej hobby, bo ma na jego temat naprawdę potężną wiedzę, na jakimś wordpressie czy innym darmowym programie, ale dostosowanie go do własnych potrzeb ją przerosło; znaczy tak naprawdę przypuszczam, że się szybko zniechęciła i poddała - więc samo wczorajsze stwierdzenie wprawiło nas w lekkie zmieszanie, bo nie wiedzieliśmy czy żartuje, czy mówi poważnie, a głupio byłoby ją tak w nos wyśmiać. Laska stwierdziła, że chce mieć dobrą pracę i gwarancję, że zawsze ją znajdzie. No, ok dobre założenie, tyle że ja nie jestem zwolenniczką teorii, że skoro słonia można nauczyć tańczyć, to człowieka tym bardziej można wszystkiego nauczyć. Słoń w tym przypadku wydaje mi się bardziej pojętny, a poza tym po co wybierać zawód, w którym z góry wiadomo, że człowiek będzie się męczył. Oczywiście można przyjąć teorię, że pracuje się dla pieniędzy, a wydaje je dla przyjemności, ale są pewne granice "przyswajalności" zawodu. Śmiać mi się chciało tym bardziej, że dziewczyna pomija podstawy i rzuca się od razu na głęboką wodę. Zamiast poczytać na wakacjach o podstawach obsługi komputera i programowania, no nie wiem: kupić jakieś arduino czy coś w tym stylu, leżała na plaży z tabletem i próbowała ogarnąć programowanie cad (cokolwiek to jest). To "cokolwiek to jest" - sądząc po jej minie - dotyczyło także jej. Moim zdaniem trochę szkoda roku i pieniędzy, bo oczywiście idzie na studia płatne (na uniwerek czy polibudę nie ma szans się dostać), ale niektórzy chyba muszą uczyć się na własnych błędach. I żeby nie było, nie piszę tego przez złośliwość; to jest całkiem mądra dziewczyna, ale kompletnie nie uzdolniona w kierunku nauk ścisłych. W wielu zawodach mogłaby sobie poradzić bardzo dobrze, ba może nawet zostać w nich naprawdę dobrą specjalistką, ale nie widzę w niej programisty...

      A w powietrzu czuć już jesień. Niby kalendarz pokazuje, że jeszcze do niej daleko, ale temperatura, powietrze, zapachy wskazują, że jest tuż-tuż. Ale nie jest źle. Do zimy daleko :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Nad jeziorem”
      Tagi:
      Autor(ka):
      klaudy412
      Czas publikacji:
      wtorek, 16 sierpnia 2016 16:16
  • środa, 03 sierpnia 2016
    • Sierpień

      ŚDM za nami. Trochę żałuję, że nie wyskoczyłam do Krakowa choćby na weekend, bo była rzeczywiście niepowtarzalna okazja. Biorąc pod uwagę ile państw jest na świecie, bardzo prawdopodobne, że za mojego życia już się nie zdarzy taka "impreza" w Polsce. Cóż, było - minęło, nie ma co rozpaczać, skoro było tak dużo czasu do namysłu, a wcześniej nie wpadłam na to, żeby się wybrać. 

      Moje świnki morskie znowu chorują. Sama już nie wiem jak je zabezpieczyć przed grzybami. Sprzątam im i odkażam klatkę co drugi dzień. Dostają najlepszą (i najdroższą) karmę, witaminę C, dwa razy dziennie warzywa i owoce... Ponoć czasem mogą złapać choróbsko z siana... No to na to już nic nie poradzę. To ich baza żywieniowa. Dziwne, że poprzednie świniaki nigdy nie chorowały. Przy okazji leczenia nauczyły się podgryzać człowieka, czego wcześniej nie robiły. Nie podoba im się pakowanie w nie strzykawką lekarstwa i smarowanie. Cóż poradzić, mi też się wiele rzeczy nie podoba.

      A poza tym nadal usilnie łapię lato. Aż dziwne, że do niedawna nie była to moja ulubiona pora roku. Teraz zdecydowanie jest. Chociaż dzień się już wyraźnie skraca. Obserwuję to najlepiej wyjeżdżając wieczorem na rowerze. Nie lubię jeździć po ciemku, popołudniu jest za ciepło, więc jeżdżę tak od półtorej do pół godziny przed zachodem słońca. No i co tydzień muszę korygować godzinę wyjazdu...

      Miłych wakacji i urlopów. Na szczęście został nam jeszcze cały piękny sierpień; to drugi z moich ulubionych miesięcy, tuż po maju :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      klaudy412
      Czas publikacji:
      środa, 03 sierpnia 2016 15:16
  • wtorek, 28 czerwca 2016
    • Zatrzymać lato

      Czas płynie bardzo szybko. Najbardziej zauważam to w sklepie kupując produkty i sprawdzając daty przydatności do spożycia... Jakby tu zatrzymać ten piękny letni czas? Niestety nie owocami. Nie wiem jak to się dzieje, ale jeszcze z 10 lat temu sezon na truskawki zaczynał się pod koniec czerwca i trwał do początku sierpnia. Być może rolnicy uprawiali wszystkiego po trochę - trochę wczesnych odmian, trochę średnich i trochę późniejszych. Dziś sezon zaczyna się w maju, a teraz już się praktycznie kończy. A ja się jeszcze nie najadłam... Wczoraj poszłam kupić truskawki. Myślę sobie: pogoda piękna, trochę popadało, ale nie za dużo, jest ciepło, więc truskawki powinny być najlepsze: suche i słodkie, a tu proszę: wszędzie słyszę, że sezon się kończy, truskawki po 11 zł!!! i to wcale nie najładniejsze; sporo wyrzuciłam, bo były zaparzone albo nadpsute (czego oczywiście patrząc na koszyk z góry nie było widać). Nawet nie zamroziłam ani woreczka na później :( Miałam też ochotę na jagody, ale dowiedziałam się, że rok jest suchy, jeśli na jakimś stoisku w ogóle były to tylko raz czy dwa i to po 35 zł!!! Aż miałabym ochotę zlikwidować jeden klomb kwiatów i posadzić w jego miejsce leśne jagody, skoro nie można ich kupić, to przynajmniej z własnego ogródka trochę by było... Na szczęście są jeszcze porzeczki - czerwone i czarne, które też uwielbiam. No i maliny, choć nie tak ładne i przeważnie z jakimś białym nalotem... Moje świnki za to uwielbiają trawę, koniczynę i mlecze. Codziennie jest wrzask, żeby im je dostarczyć. Aż strach pomyśleć co będzie jesienią, kiedy nie będzie takich smakołyków. 

      Lato próbuję też zatrzymać spędzając więcej czasu na dworze. Nie wiem czy uda mi się w tym roku gdzieś wyjechać, a jeśli nawet to pewnie dopiero jesienią. Co oczywiście nie oznacza, że mam chodzić blada jak córka młynarza. Co prawda nie lubię nadmiernej opalenizny i u siebie i u innych, ale lekko przybrązowiona skóra wygląda fajnie. Opalam się więc "biernie" - czytając książkę albo słuchając muzyki i "czynnie" - spacerując, jeżdżąc na rowerze i pływając. Akurat przed samym sezonem otworzyli u nas baseny, także odkryty. Co prawda, żeby spokojnie popływać, bez obawy, że jakieś dziecko (lub dorosły) wskoczy na głowę, trzeba iść wcześnie rano, ale przyjemnie popływać przed śniadaniem. Zresztą wszystko wygląda tak świeżo, czysto, pachnie nowością (czasem dosłownie - świeżym betonem), szafki basenowe i przebieralnie są przestronne, nie trzeba się cisnąć i wszystkiego upychać, suszarki świetne. Chociaż najlepsze jest to, że jest ciepło i można szybciutko się przebrać nie tracąc czasu na dokładne suszenie, żeby jak najwięcej czasu spędzić na basenie, a nie w przebieralni. Swoją drogą kiedyś liczono czas od wejścia na basen, teraz od "przekroczenia jego progu", co znacznie skraca czas pływania.

      Oby lato trwało jak najdłużej, zwłaszcza takie "stabilne" jak teraz - bez burz, bez deszczu, bez wichur, bez upałów, cudowne 26 stopni :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      klaudy412
      Czas publikacji:
      wtorek, 28 czerwca 2016 12:27
  • piątek, 03 czerwca 2016
    • Zbliża się termin wystawienia ocen

      Zbliża się termin wystawienia ocen w szkole, więc dzieciaki w końcu wzięły się do pracy. I do biegania za nauczycielami, a nauczyciele do twierdzenia, że nie mają teraz czasu... Taki czerwcowy standard. Na szczęście jeszcze tylko tydzień i zamieszanie się skończy, a zaczną wagary i wycieczki szkolne. To też standard drugiej połowy czerwca, kiedy to wielu rodziców decyduje się wyjechać wcześniej na wakacje, więc pociechy korzystają z przedłużenia wakacji, albo po prostu nie przychodzą do szkoły, bo "po co".

      A poza tym: jest pięknie. Cudowna pogoda, zieleń i kwitnące, pachnące kwiaty, truskawki, które w końcu zaczynają smakować tak jak powinny. Jedynym minusem są natrętne muchy, które co chwilę wpadają nam do mieszkania, choć lepsze muchy niż komary, których na szczęście (odpukać) jakoś póki co nie widać.

      A do mojego urlopu jeszcze daleko :( Na pocieszenie pozostaje mi tylko spokojniejszy okres już wkrótce, kiedy życie firmowe wyraźnie zwalnia.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      klaudy412
      Czas publikacji:
      piątek, 03 czerwca 2016 12:58
  • piątek, 06 maja 2016
    • Bezczelność ludzi nie zna granic

      Koleżanka była wczoraj u lekarza i po raz kolejny, po jej opowieści, upewniłyśmy się, że bezczelność ludzi, podobnie jak ich głupota, nie zna granic. I od razu zaznaczam: nie, lekarz nie był bezczelny. Koleżanka zwykle nie ma problemów z wyrażaniem własnych opinii, ale wczoraj była wyjątkowo mało skłonna do konfliktów, bo zwyczajnie za długo dzień wcześniej siedziała przed TV i się nie wyspała. Pewnie gdyby nie to, wyraziłaby publicznie, szczerze i bez ogródek swoje zdanie o zajściu. A zaczynając od początku, wyglądało to tak: umówiła się do lekarza i była druga w kolejności. Przyszła oczywiście trochę wcześniej, kiedy był jeszcze przyjmowany pierwszy pacjent. Pacjent wyszedł, a ona nie zdążyła jeszcze wstać, kiedy "niemal z drzwiami" wpadła do gabinetu jakaś baba, która się przyczaiła na pierwszym krześle przy drzwiach. Koleżance nie było aż tak pilno, żeby się wpychać do gabinetu i babsztyla wypraszać, więc poczekała. Weszła po babie, przedstawiła się i tu nastąpił ZONK, bo okazało się, że baba potwierdziła lekarce, że się nazywa tak jak koleżanka i wzięła na nią skierowanie na badania!!! Lekarka wybiegła z gabinetu i wróciła ze zleceniem badań, bo baba nie zdążyła jeszcze ich wykonać. Co więcej, babsztyl okazał się na tyle bezczelny, że wlazł w czasie wizyty koleżanki do gabinetu i zaczął poganiać lekarkę, żeby szybciej wystawiła jej zlecenie, bo jej kolejka do zabiegowego ucieka... Obie zatkało i zamiast wyrzucić babę, lekarka wystawiła jej skierowanie, a koleżanka wpadła w konsternację... Koleżanka spotkała jeszcze babsztyla w sklepie i tam również strasznie się przepychała i rozpychała, więc chyba ten typ tak ma. Można tylko współczuć rodzinie. Ale z drugiej strony, to że oni znoszą jej fochy, nie oznacza jeszcze, że inni muszą.

      I tak sobie stwierdziłyśmy, że chyba warto na stronie NFZu kontrolować swoje wizyty u lekarzy i inne informacje, które tam są, bo nigdy nie wiadomo czy jakiemuś idiocie nie przyjdzie do głowy podszyć się pod kogoś innego. Przecież gdyby koleżanka się spóźniła na wizytę, albo ją odwołała, nie dowiedziałaby się prawdopodobnie, że była u lekarza i robiła badania...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      klaudy412
      Czas publikacji:
      piątek, 06 maja 2016 12:37
  • piątek, 01 kwietnia 2016
    • ...

      Wstałam dziś o 5 rano i postanowiłam pójść pobiegać. Nic to, że padało. Ubrałam kurtkę przeciwdeszczową na bluzę i nieprzemakalne buty. Przebiegłam 20 km i poczułam się świetnie. Później był szybki prysznic i pyszne śniadanko przygotowane w tym czasie przez mojego mężczyznę. Wcześniej niż zwykle wyszłam do pracy, ale okazało się, że samochód nie chce odpalić. Podniosłam maskę, a tam walały się strzępy wyściółki. Kable też były uszkodzone. "Kot albo kuna" - pomyślałam, bo kiedyś czytałam, że takie szkody potrafią zrobić tylko te zwierzęta. Wróciłam do domu po solidną taśmę klejącą. Podkleiłam wyściółkę i posklejałam kable. Całe szczęście, że wcześniej wyszłam z domu. Do pracy dojechałam bez problemów. Wyjątkowo nie było korków. Zrobiłam sobie pyszną kawkę i odpaliłam kompa. Z rana, jak to z rana panował spokój; posurfowałam po internecie, a później zadzwonił szef i wezwał mnie do siebie. Szczerze mówiąc trochę się wystraszyłam, bo robił kiedyś awantury, że siedzimy w necie zamiast pracować i obawiałam się czy aby nie zamontował jakiegoś programu szpiegującego i czy zaraz nie oberwę po uszach. Ale nie. Okazało się, że za ostatnie analizy mające na celu zmniejszenie kosztów produkcji dostałam premię i awans na głównego specjalistę :) Wybornie, kasa przyda się na długi weekend, który mam już zaklepany (znaczy mam zaklepany dłuższy urlop a nie weekend - ten i bez klepania będzie) i na nowe wiosenne buty. Urwałam się więc z pracy (za pozwoleniem szefa) po ciasta do cukierni. No i tym sposobem mamy dziś taki przyjemny słodki dzień. Dodatkowo zadzwoniła przyjaciółka i pochwaliła się, że spodziewa się dziecka, bo zmobilizował ją program 500+. Teraz mnie namawia. No nie wiem, może rzeczywiście się opłaca. Niektórzy piszą, że można za to samochód kupić. Tak sobie myślę, że w małych miejscowościach to nawet mieszkanie... Z drugiej strony na torebkę i na niektóre buty nie starczy... Taki cudowny dzień, nawet pogoda się poprawiła. Chyba pójdę i po pracy zapiszę się na hiszpański. Trzeba się rozwijać :)

      Z okazji Prima aprilis w tekście nazmyślałam ponad 20 razy... :) Ale co tam, dziś można :D Miłej zabawy.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      klaudy412
      Czas publikacji:
      piątek, 01 kwietnia 2016 13:44
  • środa, 09 marca 2016
    • W marcu jak w garncu

      Jeszcze dwa dni temu było cieplutko i obiecująco, wczoraj deszczowo i nieprzyjemnie, a dziś rano okazało się,  że w nocy spadł śnieg... Teraz kropi deszcz i wszystko się topi, a co będzie jutro? Zobaczymy, wszystkiego się można spodziewać. Mamy takie typowe - w marcu jak w garncu. Grunt, żeby się nie przeziębić. Ostatnio byłam posądzona o sabotaż, bo wszyscy wokół chorowali, tylko mi nic, absolutnie nic, nie było. I w dodatku przez większość czasu nie brałam żadnych wspomagaczy odporności. Co prawda później się przestraszyłam, bo zaczęłam coś zbyt intensywnie kichać i zaaplikowałam sobie neosine przez kilka dni (nie wiem czy pomogło, ale nie zaszkodziło). Z reguły staram się unikać tabletek i suplementów wszelkiej maści. Wolę wypić mleko z miodem i masłem, albo zjeść kromkę chleba z czosnkiem, czy też zaparzyć sobie herbatę z róży, niż aplikować jakieś "cuda". Tym bardziej, że najbardziej chorowali miłośnicy tych wspomagaczy odporności i szczepień wszelkiej maści...

      Za niecałe dwa tygodnie już będzie kalendarzowa wiosna... A kilka dni później Wielkanoc... "Kruca bomba, mało casu", że tak zacytuję Vabank ;) Jakoś tak zupełnie nie odczuwam, że to już tuż tuż.

      A "książkowo" wróciłam do Bułhakowa...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      klaudy412
      Czas publikacji:
      środa, 09 marca 2016 12:35
  • wtorek, 01 marca 2016
    • cd

      Weszłam dziś na mojego bloga i postanowiłam kontynuować rozpoczęty poprzednio wątek. Tym razem, w ramach "przerwy od Chmielewskiej" czytam "Fałszerza" Forsytha. Książka zapowiada się ciekawie, a że sam autor jeszcze mnie nie zawiódł, sięgnęłam po nią z ciekawością i bez obaw. Jedyne zastrzeżenie mam do okładki, więc całe szczęście, że zgadzam się z powiedzeniem, żeby nie oceniać książki po okładce. Jest fatalnie zaprojektowana i ma paskudny napis: męska rzecz poczytać... Obawiam się, że gdyby kobiety posłuchały wydawcy, książki wylądowałyby szybko na wyprzedażach po 2 złote. Jak by nie patrzeć czytamy więcej książek, a sugerowanie, że tematyka szpiegowska zainteresuje tylko mężczyzn źle świadczy o wiedzy wydawcy.

      Obejrzałam "Hiszpankę"... Dwa razy, bo pierwszy do tego stopnia mnie zdziwił, że nie wiedziałam jak ocenić film. Muszę przyznać, że spodziewałam się czegoś zupełnie innego. Tym niemniej podobała mi się, może czasem poza muzyką, która chwilami była zbyt nachalna i drażniąca. Na pewno nie jest to film sztampowy. Na pewno został świetnie zrealizowany, ma piękne zdjęcia, efekty specjalne i grę aktorską. Co do samej fabuły, okazała się kwestią bardzo dyskusyjną, przynajmniej u nas. Jak dla mnie była ciekawa choć nietypowa. Film na pewno dużo bardziej mi się podobał niż - o zgrozo - nagrodzony 6 Oskarami Mad Max 4. Upadek Akademii. Za co te nagrody?

      Ostatnio zainwestowaliśmy w termometr i czujniki do domu. Myślałam już, że testy odbędą się w przyszłym roku, a tu proszę - zrobiło się zimno, więc będzie można sprawdzić jak się system spisuje. Interesuje mnie zwłaszcza czujnik temperatury zamontowany w "małym pokoju", gdzie jest zawsze najzimniej. Może w końcu uda się uregulować temperaturę, żeby była wszędzie taka sama...

      Dziś 1 marca. Na marsz się nie wybiorę, bo łapie mnie jakieś przeziębienie, ale:

      Chwała Bohaterom - Żołnierzom Wyklętym!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      klaudy412
      Czas publikacji:
      wtorek, 01 marca 2016 16:03
  • wtorek, 02 lutego 2016
    • Książki i filmy

      Dotychczas było tak, że ledwo przyłożyłam głowę do poduszki, już zasypiałam. Ostatnio jednak wiercę się i przewracam z boku na bok i coś zasnąć nie mogę. Postanowiłam więc zmęczyć oczy, żeby same się zamknęły ;) Tym sposobem zyskałam godzinę przed snem na czytanie książek :) Ostatnio przerabiam Chmielewską, "przetykaną" co trzy książki innymi autorami, tak dla urozmaicenia :) Siostra stwierdziła, że kiedyś przeczytała jej trzy książki i już jej się mylą, jak sobie próbuje przypomnieć co w której było. No nie wiem, ja czytam bodajże dwudziestą, ale nic mi się nie myli. Zapewne gdyby mnie spytać o dokładny przebieg akcji którejś z nich, z podaniem imion i nazwisk bohaterów, to bym się zastanawiała (zwłaszcza nad tymi imionami i nazwiskami), ale zasadniczo opowiedzieć potrafię każdą. Czego nie mogę niestety powiedzieć o zawiłych, zagmatwanych, wielowątkowych powieściach zagranicznych autorów, w których występuje dużo obco mi brzmiących imion, nazwisk i nazw. Jakąś blokadę mam lub defekt na takie rzeczy ;) Ile bym książek jednak nie przeczytała, nadal moim numerem jeden wśród książek tej autorki pozostaje "Ostatnie zdanie nieboszczyka". Może i mało realistyczna fabuła, ale lekka, zabawna i z pomysłem. Po prostu genialna :) Trudno się od niej oderwać. Co nie zmienia faktu, że niemal wszystkie książki dobrze mi się czytało, może poza "Lesiem".

      Już zapowiedziałam rodzince, że jutro okupuję telewizor od 20stej, bo ma lecieć "Hiszpanka", którego to filmu jestem bardzo ciekawa. Wiem już, że z samą epidemią akcja filmu ma niewiele wspólnego, co mnie trochę rozczarowało, bo - jak by nie patrzeć -pochłonęła 50-100 mln ofiar, przy 8,5 mln poległych w czasie I wojny światowej. Aż trudno sobie to dziś wyobrazić, że chorował na nią co trzeci mieszkaniec świata i była aż tak śmiertelna, zwłaszcza wśród młodych ludzi. Tymczasem epidemia ta, a właściwie pandemia, jest traktowana po macoszemu i w literaturze i w kinematografii. Szkoda, bo to było tak niedawno, a warto wiedzieć, że żadnej choroby nie należy bagatelizować. A wracając do filmu. Ponoć wydano na niego mnóstwo pieniędzy, więc spodziewam się przynajmniej dobrego widowiska.

      Z pewną obawą oglądaliśmy ostatnio "Interstellar"; obawą, bo film ma sporo średnich lub negatywnych ocen od mniej lub bardziej profesjonalnych krytyków. Wcześniej oglądaliśmy Mad Maxa 4, który miał dobre lub wręcz fantastyczne oceny tych samych krytyków, więc stwierdziliśmy, że skoro "czwórka" została uznana za wybitny film, to aż strach oglądać "Interstellar". Nam bowiem nowy Mad Max w ogóle nie przypadł do gustu. Film nie ma żadnej głębszej treści, jest nudny i monotonny przez zbyt dużą prędkość, jeśli można tak powiedzieć. Zasługuje na pochwały za efekty specjalne i tyle. Bo niczego poza tymi efektami w nim nie było. Gra aktorska? Bez jaj, nie było w czym się wykazać. Fabuła? Żadna. W zasadzie dno. No, ale obejrzeliśmy w końcu "Interstellar" (trzy razy) i mimo, że oczywiście można zarzucić filmowi "dziury" i "kolizje z logiką i aktualną wiedzą o naturze zjawisk", film się fantastycznie ogląda. Ma sens, ma fabułę, ma akcję, ma dialogi, ma świetną grę aktorską, ma problem i próbę jego rozwiązania; próbę nieco niestandardową, co spotkało się zarówno z krytyką jak i pochwałami. Oczywiście można krytykować go w kontekście koncepcji związanych z podróżami w czasie, ale w tego typu filmach zawsze pojawiają się nieścisłości. Osobiście - polecam.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      klaudy412
      Czas publikacji:
      wtorek, 02 lutego 2016 14:02

Kategorie

Tagi

Kanał informacyjny